Nasze Miśki - Shogun, dawniej Pajero a gdzieniegdzie Montero
edmunek - Wczoraj 12:47
Zaczął się sezon ślubny.
Duży jest zaprzęgany więc do cotygodniowej roboty.
Nie dość że jest pakowany, to o wiele bardziej na nim polegam niż na Fordzie.
Ale z tym poleganiem to jest tak, że zakończyłem zdjęcia przygotowań młodego, jako że zrobiło się ciepło to załączyłem klimatyzację i po 5 minutach uznałem że jednak nie działa.
Szkoda, bo dopiero co przecież w poprzednim sezonie zmieniłem skraplacz i nabiłem klimę.
Więc znowu gdzieś cieknie... :/
Już jechałem do mechanika a ten że obecnie nie ma gazu a ten co jest na rynku jest kilka razy drożej i on za taką cenę nie kupuje.
Więc na razie klimy brak
Na majówkę przyleciała szwagierka z siostrzeńcem.
Uznaliśmy że jak już wybywamy na wycieczkę na cały dzień i kierujemy się na południe, to wpadniemy na farmę Clarksona (Diddly Squat Farm).
Tak więc sobota, 11 rano i po raz trzeci nie dane mi było wejść do tego małego warzywniaka.
Kolejka od wejścia, przez parking aż do drugiego parkingu.
Orientacyjnie z 1.5 godziny czekania.
Odpuściłem. Chyba jednak nie zajrzę do tego sklepiku.
Spędziliśmy resztę dnia w małej turystycznej miejscowości po czym na koniec dnia wybraliśmy się do Clarksonowej restauracji:
Sama restauracja jest typową angielską restauracją, tyle że ma te dodatki w postaci tego namiotu z GrandTour oraz w środku restauracji wisi traktor.
Sama restauracja jest dosyć "mała".
----------------
mieliśmy (z mechanikiem) ambitne plany.
Czas na naprawę progów w Shogunie.
Przedni uchwyt/łapa od progu już od jakiegoś czasu była w stanie dezintegracji i okres połowniczego rozpadu zapewne zakończył się gdzieś z 5-7 lat temu.
Tak więc cały w skowronkach udałem się do tego samego garażu/zakładu co zawsze.
Z małą zmianą "trybu pracy" gdyż mój służbowy laptop wyzionął ducha.
Niestety mimo bycia informatykiem od wielu, wielu (za wielu) lat,
jedynym rozwiązaniem aby móc pracować z samego rana zanim mechanik otworzy zakład, to następujące rozwiązanie:
Dla chcącego nic trudnego co nie?
(podpowiem że TeamViewer/AnyDesk itp nie wchodził w grę aby zabrać ze sobą laptopa i podłączyć się pod stacjonarkę).
Jak już wjechałem do środka tak okazało się, że RangeRover Sport (należący do właściciela tego blaszaka) jak stał,
tak dalej stoi a mechanik od samego rana już rzucał przekleństwami. Range przyjechał z uszkodzonym silnikiem.
Silnik wyciągnęli, wstawili inny. Okazało się że ten wstawiony silnik to szrot.
Przyjechał następny silnik. Wsadzili, klapa, wyciągnęli, rozłożyli, złożyli, wsadzili i dalej nie ma kompresji...
Silnik jest znowu na zewnątrz.
Oczywiście jak to w życiu bywa, interes życia dla mechanika i właściciel przybytku który dzień w dzień pyta: kiedy będzie miał zrobione auto.
Jak się zapewne domyślacie, funduszy na naprawę brak ale mechanik ma zdziałać cuda i naprawić. Najlepiej za darmo lub za flaszkę.
Tak więc z RangeRovera zrobiłem sobie tymczasowe biuro:
Zająłem się swoją pracą i mniej więcej po godzinie usłyszałem jak mnie woła mechanik:
- Słuchaj, masz tu latarkę, wejdź pod spód i sam zobacz bo oczyściłem wszystko z brudu, błota no i .. sam zobacz
No jak widać, z uchwytu nie zostało już prawie że nic, ale też nie ma również tej łapy od strony auta żeby było do czego spawać nowe listwy czy kątowniki.
Jak też widać na zdjęciach, ruda już zrobiła małą dziurkę a przez nowy otwór wentylacyjny spoglądały na nas przewody nieznanego przeznaczenia.
- To jaka decyzja? Bo wiesz edmun, jak mogę próbować coś wspawać, może nawet się uda że się kable nie stopią, ale nie mogę obiecać ile to wytrzyma.
2 tygodnie? Miesiąc? Może pół roku i odpadnie?
Nie wiem, musisz ty podjąć decyzję.
Więc... podjąłem decyzję że szkoda się bawić.
Zadzwoniłem do speca od Shogunów (godzina drogi na południe).
Wycięcie tego co się rozpada, zrobienie (na miejscu bo ma giętarkę) od podstaw progów metalowych typu rockslider,
z montażem/spawaniem: £350 (1700 zł).
O coś w tym stylu:
Niestety najbliższy termin na taką zabawę to koniec czerwca a na ten okres nie wiem czy czasami nie będę brał urlopu (jedyny moment pomiędzy ślubami).
To co będziemy na tym urlopie robić to wyjdzie chyba "na dniach".
Nie dość że nie mam nic urlopu (większość poszła na śluby w tygodniu oraz jak żegnałem się z psem) to jeszcze nie mamy pomysłu co gdzie i jak.
Taki "wymuszony" urlop wciśnięty w kalendarz aby mieć cokolwiek urlopu.
Kusi Francja, nawet kusiło nas aby tym razem zwiedzić rejon Chaomix/MontBlanc i okolice,
ale jak się okazało że średnie temperatury na koniec czerwca do tak 15'C w dzień i 5-6'C w nocy,
to chyba na dniach będziemy próbować znaleźć inny rejon/rozwiązanie.
--------------------------------------------------
Przyszedł weekend i był czas "nadrobić" zaległości.
Uparłem się, że w końcu zrobię ten ostatni przedni wahacz w Shogunie.
Jak już rozebrałem osłony podwozia tak zabrałem się również za próbę wycięcia poukręcanych śrub z rozwalonym gwintem (i założenie nowych).
Na 3 udało mi się naprawić na razie dwie.
Z jedną śrubą pozostanie mi powalczyć innym razem bo w środku urwałem niestety ten "lewoskrętny" przyrząd do wyciągania śrub.
A to stal na tyle twarda że nie mam nawet co liczyć że uda mi się to przewiercić.
Pozostaje kombinować z piłą i liczyć że uda mi się to na tyle obciąć, żeby jakoś to wydłubać.
Jak już ogarnąłem mocowanie osłony podwozia,
tak przyjrzałem się również czy uchwyty zderzaka które zamówiłem z Japonii to są te, które brakuje w moim plastikowym zderzaku.
Niestety, to nie te uchwyty.
Naszukałem się na necie, w sklepie, na rysunkach.. nawet założyłem wątek na grupie i okazuje się,
że mam dosyć specyficzne zderzak z tymi delikatnie odstającymi wygięciami zderzaka gdzie inni mają "prosto" pod grill.
A u mnie są takie "uszy".
Udało mi się namierzyć, że niektóre modele z 2007-2008 właśnie miały taki specyficzny zderzak z tymi dodatkami,
ale jakakolwiek próba namierzenia co to za trójkątne uchwyty zakończyły się na razie fiaskiem.
Pozostaje mi wciąż korzystać z moich własnoręcznie robionych kawałków blaszek które łączą górną część grilla z "uszami" zderzaka.
Nie jestem aż tak zafiksowany żeby to naprawić, bo wciąż mam nadzieję, że w tym roku na przód wpadnie stalowy zderzak z wyciągarką.
Jak już ogarnąłem te mniejsze rzeczy, tak zająłem się w końcu za wahacz.
Zwlekałem z tym nie tylko psychicznie ale również obserwowałem pogodę.
Prognoza wskazywała na ciągłe opady deszczu więc mój wstępny plan był, że w sobotę go podniosę, postawię na kobyłki...
może (może) poodkręcam trochę śrub a dokończę w niedzielę.
Nie wiem jak to wyszło, ale rozebrałem wszystko aż do wahacza.
Może wynik że dopisywała pogoda, miałem sporo energii i robota szła zaskakująco dobrze, ale dotarłem znowu do wahacza.
W ruch znowu poszło pełno WD40.
Próbowałem wykorzystać ściągacz do tuleji ale jedyne co to dało to zgniatanie śruby wahacza.
Ewidentnie wszystko prowadziło do sytuacji że "no musisz ciąć".
Zacząłem ciąć, udało mi się przebić przez 3/4 śruby z jednej strony ale straty w ostrzach stawały się coraz bardziej dotkliwe.
Spojrzałem na zegarek. 17:00.
Czyli spędziłem już tak właściwie całą sobotę przy aucie a miałem go "tylko" naszykować na niedzielę.
Powstało zawahanie. Ciąć dalej i przekroczyć rubikon czy jednak może pojechać do mechanika i on ma "wprawę" i nie uziemi auta.
Ja coś straciłem w siebię wiarę i zacząłem się martwić że utknę.
Nie wiem czy to nie była kwestia porażki z jedną śrubą od mocowania osłony czy fakt,
że na najbliższy weekend żona zazerwowała już pole namiotowe (w Walii) i odczuwałem presję,
ale zacząłem się martwić że jak już przetnę śrubę z jednej strony a nie dam rady z drugiej, to w tygodniu będę musiał siedzieć wieczorami i "rzeźbić".
Telefon do mechanika, brak odpowiedzi.
Telefon do znajomego. Na szczęście ten zaoferował się że wpadnie w niedzielę pomóc.
Oddzwonił mechanik, podrzucił kilka podpowiedzi i potwierdził, żeby ciąć przez wahacz aby mieć jak ruszać resztką aby obkręcić tą tuleję (z resztką łapy).
Więc na sobotę, zostawiłem auto tak jak było i jeszcze pojechałem do angielskiej Castoramy (B&Q) dokupić ostrza.
Lepszych nie było:
Na paragonie skromnie bo tylko £72 (350 zł).
Na internecie oczywiście 'zjebka' że trzeba było kupować tylko te porządne premium "carbid blades" po £20 za sztukę.
Zamówiłem więc te lepsze z odbiorem na drugi dzień.
Niedziela, 10 rano, znajomy rozwalił jedno ostrze, drugie, uznał że to nie ma sensu. Kątówką zaparł się żeby uciąć wahacz.
Niecałe 30 minut później (i tylko z jednym wystrzelonym w strzępy/części ostrzem kątówki/gumówki) mały sukces, mamy lepszy dostęp do łapy/tulejki.
Kolejne 20 minut i udało się przeciąć główkę śruby, wytargać tuleję z ramy.
12:00 i znajomy zostawił mnie z resztą gdyż sam pod domem miał dwie rzeczy do zrobienia przy swoim aucie (i aucie sąsiadki).
Ot! weekendowe majsterkowanie.
Mimo posiadania dwóch zestawów ściągaczy do sworzni, żaden nie pasował do tego, z którym walczyłem tylko 2 godziny.
Obiecałem sobie (po grudniowej robocie) że nigdy więcej nie będę próbował wybijać tego sworznia ponownie.
A tu niespodzianka. Mimo całego zestawu okazało się że żaden nie jest wystarczająco szeroki.
2 godziny. Palnik, zimna woda, palnik i nawalanie młotem.
Jak skończyłem tak byłem fizycznie wykończony (przy okazji zlało mnie deszczem)
I myślałem, że to już jestem na ostatniej prostej.
Pogadałem z ChatemGPT aby dowiedzieć się jakiego smaru użyć na nowych śrubach aby się ponownie nie zapiekły.
Dostałem podpowiedź żeby wykorzystać smar ceramiczny.
Takiego w garażu brak.
Zamówiłem na amazonie z darmową dostawą tego samego dnia, ale niestety smar dojechał o 21:30.
W międzyczasie wykorzystałem smar miedziany.
Chyba lepsze to niż nic.
Złożyłem prawie wszystko w całość po czym zakładając dolny wahacz odkryłem, że nie mam jak wsunąć śrub od wewnątrz do zewnątrz.
Śruba od strony skrzyni/miski olejowej jeszcze mi się udało wsunąć
(jak podnośnikiem uniosłem odrobinę przedni dyferencjał bo ten o 1mm odsunał całe ramię na które jest przymocowany dyfr),
tak śruba bliżej zderzaka już za nic nie chciała wejść (a to była ta wycinana strona).
Mimo podnoszenia dyferencjały, brakowało może z 2-3 mm.
Próba nagięcia śruby czy jakiekogokolwiek przemieszczenia (choćby o 1mm) ramy zakończyła się kompletnym fiaskiem.
A ja opadałem już z sił.
Niestety instrukcja serwisowa online na mmc-manuals.ru akurat tego dnia wyzionęła ducha.. padł cały VPS.
Pisałem do supportu w Rosji korzystając z translatora ale odpisali mi, że oni nie są w stanie nic z tym zrobić i mam odezwać się do właściciela danego serwera.
Szkoda że nie wiadomo kto jest właścicielem bo ten znaleziony przez whois nie odpowiada.
Przejrzałem tyle co mogłem techniczne rysunki i uznałem, że nie zaszkodzi wstawić śrubę odwrotnie.
Główką od strony zderzaka a nakrętką od strony dyferencjału.
Na facebookowej grupie dostałem potwierdzenie że to nie sprawia problemu i że na upartego mogłem spróbować aby wahacz nie miał zapiętego sworznia,
tylko go wykręcić, wsunąć wahacz pod kątem (bez sworznia) i może wejdzie śruba (pod kątem),
następnie naprostować wahacz, wsunąć całe mocowanie sworznia w wahacz (bo i tak mamy luźną półoś nie wkręconą w zwrotnicę) i dopiero skręcić to razem.
Oczywiście na youtubie wszystkie filmiki "jak wymieniać wahacz w Shogunie/Pajero MK4" to filmiki strony prawej
(europejskiej strony pasażera, angielskiej strony kierowcy)
czyli tej, gdzie nie występuje rama/mocowanie dyferencjału.
Aby nie moknąć podczas pracy pierwszy raz zrobiłem sobie daszek (sprawdził się rewelacyjnie):
A auto postawiłem na koła o 17:05.
Dzisiaj wciąż szoruję szczotką i pastą/żelem BHP dłonie aby domyć te "brudne wżery".
Wszystkie mięśnie mnie bolą.
Odpuszczam siłownię w tym tygodniu.
Do pracy zabrałem termos herbaty z cytryną i z miodem, bo wykończyłem się do stanu że boli mnie gardło i mam stan podgorączkowy.
Obstawiam delikatne przeziębienie i liczę, że uda mi się na dniach to podkurować.
Czy opłacało się to robić samemu?
Gdyby mechanik miał miejsce (na te dni kiedy pracuję z domu) to zapewne pojechałbym do mojego mechanika.
Ten skasowałby mnie zapewne ze £150 za robociznę.
Ja na ostrza wydałem prawie £100 (choć dzisiaj jadę zwrócić niewykorzystane paczki).
Satysfakcja jest.
Ale jest też odrobinę wstyd (że nie podjałem się tego sam).
Taki "chłop", taki "mężczyzna" a "bał się" samemu robić?
Bywa. Czasami są takie momenty zwątpienia.
Ja już sobie wyobrażam, jak mi strzela (w wióry) cała tarcza w kątówce.
Byłoby mniej więc tak:
Stąd naprawdę chylę czoło przed każdym, kto sam grzebię przy autach i potrafi brnąć dalej i dalej nawet jak nie wszystko idzie tak jak się zaplanowało.
Nie raz miałem jakieś przeszkody, czy to co na YouTubie to za nic nie pokrywało się z łatwością wykonania danej naprawy/wymiany.
----------------------------------------------
Teraz po dniach to wiem, że trzeba było to na spokojnie rozłożyć na kilka wieczorów i nie musiałbym wzywać pomocy.
Gdybym nie był zmęczony, to zapewne sam bym doszedł jak wsadzić pod kątem tą śrubę wahacza czy jak podejść do wycięcia starego.
Albo kto wie, może za dużo się naoglądałem filmików o tym, jak kątówka potrafi być niebezpieczna i mam podświadomie lęk przed długim jej używaniem.
(choć, ta miniaturowa świetnie się sprawdziła jak bawiłem się w wycinanie starych śrubek mocowania osłon podwozia)
Następna praca do wykonania to wymiana tylnych wzdłużnych wahaczy (w Shogunie).
Nie wiem czy na wszelki wypadek nie zamówię śrub i podkładek, bo coś czuję że tam też pójdzie w ruch kątówka i piła (szablasta).
A że przyszła fala upałów, Shogun ma te swoje nowe przednie wahacze, tak w tygodniu udało mi się pojechać na zbieżność.
Mimo że prosiłem żeby mi camber ustawił negatywnie, to ten uznał że "nie ma po co, bo maszynka pokazuje "0" więc jest idealnie.
Zobaczymy, czy dalej będę widział jak po zewnętrznej na tylnej osi zjada mi opony.
A właśnie. Robiłem przecież przez cały weekend ten wahacz w Shogunie bo trzeba było ciąć. Na złość, padła instrukcja serwisowa.
VPS padł. Offline.
Korzystając z translatora udało mi się założyć konto i otworzyłem ticket.
Dostałem odpowiedź, że to nie jest ich sprawa, bo to czyjść VPS i mam odezwać się do właściciela VPS.
whois wskazał jakiś rosyjski adres mailowy. Napisałem. Zero odzewu.
Ale.. we Wtorek serwer nagle wstał. Jako że uznałem, że nie ma co ryzykować że znowu padnie,
tak do późnych godzin wraz z claudem pisaliśmy prompty i udało się.
Jest pełen mirror na jednym z moich rapsberry i mam dostęp normalnie przez no-dns.
Sukces! Nawet jak ten rosyjski VPS padnie, to przynajmniej mam działającą kopię.
Jako że fala upałów oraz urodziny żony, tak uznała że chce do Walii i leżeć nad wodą. Znalazła pole namiotowe.
Po drodze mniej więcej po godzinie udało się wydostać z miasta na autostradę.
Już o tej godzinie robiło się ciepło, a cały weekend to było 30-32'C (w Walii, bliżej morza, było 25-30'C).
Przy mocnym skręcaniu pojawiły się dosyć głośne stuknięcia.
Jakby coś się przesuwało luźno i zatrzymywało na ramie/uchwytach.
Uznałem że jak nic albo czegoś nie dokręciłem i mam luz, albo jak ściągałem stabilizator to może uszkodziłem łączniki.
Na miejsce dojechaliśmy bardzo spokojnie.
Ja niestety odkąd wylazłem spod auta w poprzedni weekend, tak najpierw mnie zmęczyło przeziębienie (2 dni pracy przy aucie, w deszczu...)
a potem doszło zapalenie zatok. A z zapaleniem zatok jest, że człowiek czuję się tragicznie i zapalenie zazwyczaj ustępuje samo po 5-10 dniach...
No właśnie.
Na miejscu okazało się że nie zabraliśmy ani krzesełek, ani poduszek.. ani (co najlepsze) śpiwora.
A że pierwszej nocy temperatura miała spaść do 6'C, tak jeszcze była wyprawa do miasta, sklep outdoorowy i biedniejsi o 600 zł
staliśmy posiadaczami następnego zestawu krzesełek i mamy też nowy śpiworek.
Ja niestety byłem kompletnie nie do życia.
O ile mogłem spacerować czy siedzieć i czytać książkę, tak jednak zapalenie dawało się we znaki.
Były więc i spokojne spacery:
Czy siedzenie nad wodą.
Co ciekawe, w wielu miejscach było sporo ostrzeżeń, że dawniej w okolicy były kopialnie ołowiu, żelaza i innych metali
i że należy bardzo uważać nie tylko na to, co może kryć się w wodzie fizycznie/na dnie, ale również na lokalne skażenia pierwiastkami.
Nawet, mimo że było narodowe święto, trafiły się jakieś lokalne kawiarnie gdzie można było z kawiarką, w pełnym słońcu,
przy 28'C już o 11-ej rano, wypić mocną kawę.
Normalnie niczym urlop:
Co ciekawe, jak wjeżdżaliśmy na pole namiotowe tak właściciel pola przyszedł pogadać że "podoba mu się moja zabawka" bo kiedyś miał Shoguna,
ale napinacz/ogranicznik łańcucha trafił szlag i stracił Shoguna i że "zazdrości".
A obok nas, rozstawiła się para (z trójką dzieci). Defender + przyczepa z namiotem Opus.
Tak tak.. Ta sama przyczepa do której my się przymierzaliśmy.
Pogadałem na luzie i okazało się, że ta przyczepa co mają (od roku) to jest dokładnie ta sama,
którą oferowali nam wtedy na targach (czyli eks wystawowa za odrobinę niższą cenę i do odbioru w sklepie/salonie w Dudley).
Mały świat co nie?
No i fakt, też mieli problem, że chcieli ten namiot dachowy jak nasz,
ale nie mogli rozwiązać problemu że ten namiot, codziennie rano trzeba składać, aby gdziekolwiek się ruszyć (z pola namiotowego).
I jak zapewne się domyślacie, my również się zastanawiamy jak znaleźć rozwiązanie problemu, który sami stworzyliśmy.
Na polu namiotowym był też najnowszy RangeRover.
Przytargał młodą parę z dwójką dzieci i sporawą przyczepę kempingową.
Aż patrzyłem co na pokładzie ma taki Range...
No fajny fajny... cena startuje od około 140 000 GBP (około 700 000 zł).
A oni jeszcze mieli wersję Autobiography... ceny około 170 000 GBP.
Masakra.. Dopiero co oglądałem ciekawy filmik jak to w Anglii wszystkich robią w "ciula" i nie sprzedają samochody (z salonu),
tylko iluzję "statusu" przez to, że ktoś miesięcznie płaci 35% swojej wypłaty za "kredyt" na auto, którego nigdy nie kupi.
Nawet biorąc pod uwagę tych z wyższego progu podatkowego,
to jeśli biorą auto w tzw. PCP (Personal Contract Purchase (Automotive Finance))
tak mimo że sporo zarabiają, to wciąż (wg wyliczeń) nie stać ich na to auto,
a że płacą miesięcznie 650-1000 funtów za to, że mogą z takiego auta "korzystać", to już osobna sprawa.
Wyjazd w miarę się udał mimo że o wielu rzeczach zapomnieliśmy.
Coś czuję, że z racji wieku muszę sobie teraz znaleźć rozwiązanie w postaci jakiejś checklisty aby odhaczać ptaszki czy wszystko zabraliśmy (przed następnym wyjazdem).
W drodze powrotnej wszelkie hałasy (w Shogunie) całkowicie zniknęły.
Nie wiem, czy chce mi się rozbierać wszystko aby sprawdzić co to było.
Raczej nie
Pozostaje cieszyć się pogodą póki można.
Choćby to miała by być tania pizza jedzona z maski samochodu.
A tak na koniec.
Jadąc na pole namiotowe zauważyłem zaskakujące miejsce.
Aż zatrzymałem się zrobić zdjęcie a 2 dni później nagrałem to z drona.
[yt]rJG959IIBXk[/yt]
https://youtu.be/rJG959IIBXk
Normalnie, cmentarzysko Land/Range roverów.
wojtas - Wczoraj 18:01
Szykuje się grubsza robota z progami. Jestem ciekaw efektu, bo cena jest bardzo atrakcyjna nawet jak na ceny robocizny w PL. Kurde, nie przypominam sobie bym miał takie problemy ze śrubą wahacza, ale fakt presja czasu i zmęczenie podczas nie rutynowych czynności może odcinać racjonalne myślenie. Co do serwisówki zrobiłem kopię programem HTTrack Website Copier i niby spoko ale nie ładują mi się linki do poszczególnych obrazów pdf od biedy wystarczy ale jak na moje umiejętności informatyczne to i tak dużo.
edmunek - Wczoraj 23:05
a widzisz. na razie zgrałem tylko swój rocznik i wiem ze działają kazde rozdziały oraz wszystkie obrazki.
n
musze poszukać w których sa te linki do pdfow (chyba tam gdzie zmienili podejście serwisowe) I zobaczymy czy dziala.
najwyżej dociągnę.
co do progów. no od samego początku bylo wiadomo ze czeka naprawa/wymiana.
po trzech latach czekania az sie rozpadną, sie w końcu rozpadły.
ale... to nie tak ze jest jakieś zagrożenie. drugi i trzeci uchwyt ma sie dobrze.
co do śruby.
teraz po robocie to wiem, ze moglem np. próbować wsunąć srube bez wahacza pod kątem. wysunąć srube ile moglem, wsadzić wahacz i wtedy wysunąć.
a ja wszystko poskładałem, pod wahaczem byl podnośnik zeby podtrzymał uszy, przykręciłem sworzeń, nawet założyłem zwrotnice, nakręciłem nakretke na połóśkę, nawet amortyzator przykręciłem do wahacza.
i juz szczęśliwy ze tylko dwie śruby od wahacza na koniec...
Ta od strony skrzyni to jeszcze udalo sie podnieść dyferencjal i śruba weszła.
ten sam myk nie wystarczył na przednia.
czy chce mi sie to wszystko rozbierać... no kurcze nie za bardzo.
z Japonii chyba zamówię uszy/lapki od przewodu czujnika ABS.
Stare "nie istnieją" a na nowych wahaczach nie ma.
obecnie oczywiscie jest na trytytki.
nie ze to cokolwiek przeszkadza ale byłoby fajnie "zrobic" jak fabryka.
wiec jak juz bede rozkładał tak moze wtedy ściągnę i założę od nowa?
z drugiej strony, czy faktycznie to przeszkadza ze jest śruba tyl na przod? gdzie z obydwóch stron sa podkładki zbieżności?
wojtas - Dzisiaj 0:16
Dla Europy serwisówka jest spoko bo są wszystkie roczniki, dla General Export jest tylko 08' co trochę komplikuje sprawę ze schematami elektrycznymi. Sprawdzając wiązkę multimediów zauważyłem różnice względem wersji Europejskich. Tak czy siak bez możliwości otworzenia obrazu w nowym oknie schematy są praktycznie nieczytelne.
Z progami to bardziej chodziło mi o koszty spawania podłogi tam gdzie jest widoczna wiązka. Co do śruby wahacza to szkoda czasu na jej odwracanie, no chyba że ta myśl będzie Ci spędzać sen z powiek.
|
|
|